O przyjaźni w Zurychu

Zastanawiam się, jak to jest, że w dzisiejszym świecie, rządzonym przez media społecznościowe, celebruje się o wiele bardziej fantastyczne rodziny, podróże i sukcesy zawodowe, niż przyjaźń.

Zobaczcie sami. Poniższe dane pokazują, ile na dzień dzisiejszy zdjęć na Instagramie zostało oznaczonych konkretnym hasztagiem:

#traveling – 63 873 240
#withmylove – 2 716 727
#withmyfriend – 224 701

#travelingwithmylove 13 552
#travelingwithmyfriend 181

Widać różnicę?

No dobrze, media społecznościowe mediami społecznościowymi. A jak się mają sprawy w realnym świecie? Czy istnieje coś takiego, jak przyjaźń na emigracji? Ale taka przyjaźń, wiecie, nieprzeliczana na ilość lajków, hasztagów, wspólnie wypitych drinków, czy złożonych życzeń urodzinowych. Taka na dobre i na złe. Kiedy wspieramy się, motywujemy, tłumaczymy sobie nawzajem życie. Dzielimy się tym, czym chcemy. Idziemy razem przez niepowodzenia i radości.

Wiecie, że ja znam taką przyjaźń? I to tu, w Zurychu. W tym paskudnym, zimnym mieście, gdzie liczba ludzi dotkniętych samotnością sięga zenitu. Tu, na emigracji. W świecie, do którego cały czas się przystosowuję, gdzie cały czas buduję sobie życie.

I tak sobie myślę patrząc na moje prawie już cztery lata w Szwajcarii… A nie, ja sobie nie myślę, ja to mówię otwarcie ludziom, a teraz napiszę to wam: to jest mój wielki sukces. I co najlepsze, jest to sukces, na który też pracowałam. Bo o przyjaźń na emigracji, tak jak i o przyjaźń w ogóle, trzeba dbać.

Ciekawie czyta mi się dziś tekst, który napisałam dwa i pół roku temu, w czasach kiedy przyjaźń w Zurychu stanowiła dla mnie oksymoron. Zajrzyjcie tutaj: O zimie, czyli o nawiązywaniu znajomości w Zurychu.

No dobrze, ale co się takiego stało, że wtedy z utęsknieniem wspominałam słowo przyjaźń, a dziś celebruję ją na blogu?
A stało się.
Nie poddawałam się i chociaż nie jestem zwierzęciem stadnym, nadal wkraczałam w nowe środowiska. I tak odnalazłam w nich tych kilku ludzi, z którymi dziś mogę się razem cieszyć i płakać. Dosłownie. Odnalazłam ich tu, na emigracji. Każdą osobę w innej sytuacji i w innym czasie. Ot, takie to było proste, z perspektywy czasu.

Kto wie, gdyby nie oni, może by mnie już tutaj nie było? I kto wie, może w dodatku właśnie czytają ten wpis, nawet, jeżeli nie wszyscy go rozumieją?

Podsumowując:


Zdjęcia: Jezioro Zuryskie, Mural w Niederdorf, Zurych

2 myśli w temacie “O przyjaźni w Zurychu

  1. Myślę, że liczb tagów na Insta odnośnie czegoś niekoniecznie przekłada się na fakty. Na swoim Instagramie np. nie pokazuję nigdy rodziny ani przyjaciół (jedyny wyjątek to zdjęcia ślubne z mężem) – chroniąc w ten sposób ich prywatność. I wiem, że nie jestem jedyna z takim podejściem.
    O Zurychu mam co prawda całkiem inne zdanie, ale co do przyjaźni – czy to na emigracji, czy nie – mogę tylko podpisać się pod Twoimi słowami 🙂 Jak najbardziej jest: i to właśnie taka na dobre i na złe. To samo z miłością. A by ją znaleźć, trzeba po prostu wyjść do ludzi!

    Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na pryzmatycznie Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s