Mój mały świat Niederdorf. Od niedawna przyodziany w budki ze świątecznymi drobiazgami. Przystaję przy jednej z nich. Rozmawiam z handlarzem. Nie potrafię się zdecydować na zakup. Przemyślę to sobie jeszcze w domu i w razie czego wrócę.
– Jesteś tu codziennie? – Pytam.
– Jestem – uśmiecha się handlarz. – A ty?
Mijam mężczyznę w czarnym płaszczu. Chcę mu skinąć głową na przywitanie, ale on wbija wzrok w ziemię. Jest Kolumbijczykiem. Codziennie o siódmej rano w miejscowej kawiarni robi pokaźne zakupy na wynos. Wiem, bo często mu je sprzedaję. Zawsze wydaje się być zamyślony, jakby był w innym świecie. Płaci krocie, zostawia napiwki. Mówimy na niego Drug Dealer.
Obok Katedry Grossmünster zauważam kobietę w średnim wieku. Jest elegancko ubrana, towarzyszy jej mops prowadzony na smyczy. Nasze spojrzenia spotykają się. „Miłego dnia” – mówi do mnie kobieta. „Dziękuję, miłego” – odpowiadam z uśmiechem. Jest właścicielką jednego z miejscowych sklepów i kolejną stałą klientką w naszej kawiarni.
Siedzę przy oknie z widokiem na Niederdorf. Patrzę na ludzi, którzy suną pomiędzy kamienicami, zachowanymi w idealnym stanie. Ten zamyślony starszy pan pije codziennie do śniadania czarną kawę. Ten mężczyzna o uśmiechu misia przychodzi do nas co piątek i kupuje dziesięć cynamonowych bułeczek na wynos. Ta dziewczyna jest nowa w okolicy, od niedawna pracuje w galerii sztuki dwa budynki dalej. Zauważa mnie w oknie, macha w moją stronę, zatrzymuje się nagle, jakby coś sobie przypomniała. Po chwili widzę ją w drzwiach. „Kawa! Nie piłam jeszcze dzisiaj kawy” – mówi do mnie z uśmiechem.
Mój mały świat Niederdorf to tak naprawdę zabytkowa część centrum Zurychu. Tutaj Hugo Ball założył Cabaret Voltaire, w którym wkrótce potem narodził się dadaizm. Tutaj w czasie I wojny światowej mieszkał Włodzimierz Lenin. Tutaj w jednej ze stuletnich kamienic mieści się kawiarnia, w której pracuję. Odwiedzają nas nie tylko turyści, ale przede wszystkim ludzie z okolicy: przedsiębiorcy, właściciele sklepów, okoliczni mieszkańcy.
Wciąż siedzę przy oknie i patrzę na mój mały świat. Powoli uświadamiam sobie, że w międzyczasie, odkąd tu pracuję, sama stałam się częścią historii tego miejsca. Ja, która przyjechałam dwa lata temu do Szwajcarii zupełnie sama, nikogo tu nie znając, jestem dziś małą częścią zuryskiego Niederdorf.
I jest to uczucie, o którym zawsze chcę pamiętać.